- Ne, ne Eizo-san, jak jest na Ziemi? - Spytała Urako.
- Chce się wam słuchać opowieści takiego starego pryka jak ja?
- Czemu by nie? Chociaż ja się chętnie dowiem, czemu pan nie ma żony!
- Nao! - Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na niego wzrokiem "To osobiste pytanie".
- No co? Wszyscy wzięli ślub. Tylko Eizo-san nie!
- Dzieci, spokojnie. Odpowiem wam. Żony nie mam z dwóch powodów - jestem jednym z najstarszych ludzi w Nigerze i jednym z pierwszych, którzy tam zeszli. Niestety, nie mogę wam powiedzieć, jak teraz jest na Ziemi, dawno mnie tam nie było. Spytajcie się swoich starszych znajomych. Drugim powodem jest to, że po prostu nie mogłem znaleźć odpowiedniej kobiety. Moim przeznaczeniem było zostać starcem, opiekującym się biblioteką i opowiadającym małolatom o swoim życiu.
- No dziękujemy panu bardzo! - Powiedzieliśmy jednocześnie.
- I co ma starość, do braku żony? - Spytałam z podniesioną brwią.
- Była umowa na początku, że jeden z nas - jeśli nikogo nie znajdzie - zaopiekuje się biblioteką i kształceniem młodszych. Reszta była zajęta opieką rodziną.
- Na Ziemi jakoś pracują i opiekują się domem!
- Bo tam muszą zarabiać, tłumoku jeden! Tutaj mamy wszystko pod ręką. Oni muszą kupować, a do tego potrzebują kasy. Poza tym tam wszyscy znają otoczenie, tu - ziemian ktoś musi nauczyć żyć.
- A człowiekowi bez mocy ciężko jest. Pomimo, że ma innych. Szczególnie przy takich dzieciakach jak wy. - Eizo-san spojrzał na mnie i Nao.
- Ja jestem grzeczna! To on mnie zawsze wkurza!
- Pfff! Jakbyś się nie mogła powstrzymać!
- Taki jest już mój temperament! Co ja ci na to poradzę?
- Nie macie, co robić tylko się jak zwykle kłócić? - spytał Shoji.
- Nie. - Na naszą odpowiedź Eizo-san się zaśmiał, a później spojrzał na zegar.
- Idźcie już do smoczych kurhanów. Wszyscy już zapewne czekają.
- Hai! (z jap. "dobrze") - Wszyscy ruszyliśmy w kierunku wyjścia, ale ja się zatrzymałam, ponieważ usłyszałam "Michi, zaczekaj". Podeszłam do Eizo-san.
- Bądź ostrożna na Ziemi, dobrze? Ludzie są okrutni.
- Myślisz, że JA sobie nie poradzę?
- Michi.
- Dobra, dobra. Będę uważać. - Uśmiechnęłam się, pożegnałam i ruszyłam na smocze kurhany.
Cały Eizo-san, zawsze się martwi o dzieciaki, z którymi spędzał większość czasu. Jednak zastanawiało mnie, że to akurat ja usłyszałam, że mam uważać. Nao, Shoji i Urako też święci nie byli. Ale długo się nad tym nie zastanawiałam, bo mnie Nao i Urako zagadywali, a później - po prostu doszliśmy do kurhanów.
Jednak po chwili prawie jedno z nas oberwało z pioruna.
Popatrzyliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy Taki'ego oraz Aizawę - rodzeństwo, potomkowie smoka burzy. Kłócili się, jak zwykle.
- Uraaaaakoooooooo.
- Idioci. - Urako pomachała ręką kilka razy w kółko i "zamknęła" Taki'ego i Aizawę w wodnej kuli.
- Nie polecam używać piorunów.
Skrzywili się. Nie bardzo się im podobało tkwienie w wodzie... bez tlenu...
- Dobra, wypuść ich, bo się uduszą. - Urako zgodnie z poleceniem wypuściła Aizawę i Taki'ego, a oni zaczęli się kaszleć.
- Jesteście normalni? - Spytali się oboje.
- MY? MY NORMALNI? - Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Każdy z nas leżał na ziemi i się śmiał jak opętany.
- Michi, Urako, Shoji, Naoki. - Usłyszeliśmy głos starszyzny. Natychmiast się uspokoiliśmy i podnieśliśmy na baczność. - Idźcie do swoich kurhanów a potem stawić się w Wielkiej Sali, jasne?
- Hai... - powiedzieliśmy i każdy poszedł do swojego kurhana.
Podeszłam do jednego z większych kurhanów tutaj - kurhana smoka ognia. Jak dobrze słyszałam, to na samym początku ziemia wokół była wypalona, ale potem się odrodziła. I znów wszędzie było zielono. Ta... Fajna bajka na dobranoc.
Racja - ziemia wypalona była, ale to przez walkę, którą kiedyś stoczono w tym miejscu. Walkę, w której smok ognia poległ. Walczył ze smokiem śmierci. Pochowano go tutaj, bo taka była jego wola.
Westchnęłam na wspomnienie tego.
Klasnęłam jeden raz w dłonie, skłoniłam się, pomodliłam i klasnęłam dwa razy (tak się modli w Japonii ~autorka). Później pobiegłam do Wielkiej Sali.
***
Weszliśmy do Wielkiej Sali. Całe pomieszczenie było w kolorach srebra i złota. Na ścianach były różne wzory, a po środku sali była wielka kula. Na samym początku musieliśmy dostać naszyjniki, które będą trzymały nasze moce pod kontrolą. Na Ziemi ciężej je opanować niż w Nigerze.
(Naszyjnik Shoji'ego)
(Naszyjnik Urako)
(Naszyjnik Naoki'ego)
Ja nie dostałam na naszyjnika, ponieważ już miałam.
(Naszyjnik Michi)
Shoji i Nao schowali swoje naszyjniki pod koszulki. Jak to oni stwierdzili: "Nie jesteśmy babami, żeby nosić takie rzeczy na wierzchu!"
***
Stałam z Shoji'm, Naoki'm i Urako. Czekaliśmy, aż nadajdzie pora zejścia na Ziemię.
- Jezu, nie mogę się doczekać. - Widziałam podekscytowanie w oczach i zachowaniu Nao.
- Nie za bardzo cię ekscytujesz? - Zaśmiałam się.
- Michi, przecież to nasz pierwszy raz. Każdy się ekscytuje, nawet za bardzo, ale nie wszyscy są takimi debilami jak Nao, żeby to okazywać. - Stwierdził Shoji, a gdy zobaczył minę Nao zaczął się śmiać. Ja z Urako również.
- Znalazły się mądrale - przewrócił oczami.
- Cóż, chyba jestem wyjątkiem.
- Bo ty jesteś inna.
- Nie, czuję się jak zwierzę, które na wiosnę idzie szukać partnera do kopulacji. Nie bardzo chce mi się ekscytować na myśl, że schodzimy na Ziemię.
- Każdy jest inny - wzruszyła ramionami Urako.
Jeden ze starszyzny zakaszlał i zaczął przemawiać:
- Witajcie, moi drodzy! Nadeszła TA pora. Czas, abyście po raz pierwszy w swoim życiu zeszli na Ziemię!
Wszyscy się ucieszyli. Podeszliśmy do wielkiej, niebieskiej kuli. W samej kuli widziałam coś w rodzaju płomieni, tylko tyle, że niebieskich i jaśniejszych niż sama kula, która była ciemnoniebieska. I były strasznie rozproszone.
- Ha! Jakbym widział twoje płomienie, kiedy jesteś wkurzona! - Zaśmiał się Nao.
- Bardzo zabawne. Moje nie są niebieskie.
- Nie, ale piekielnie czerwone. Bardziej niż zwykle.
Popatrzyłam znów na kulę, a potem na starszyznę. Jeden z nich, znów zaczął przemawiać.
- Ustawcie się wokół kuli. Wiecie jakie pozy przyjąć. Niedługo będziecie na Ziemi.
Wszyscy wykonali polecenie. Poza w sumie prosta. Po prostu zamknąć oczy, pochylić głowę w dół i stać nieruchomo. I modlić się o powodzenie.
Czułam się dziwnie. Chciało mi się jednocześnie wymiotować i czułam błogi stan nieważkości. Nie otwierałam oczu. Nawet nie miałam kiedy. Zatraciłam świadomość tego, co się dzieje. Jedyne, co pamiętam i odczuwałam, to, to o czym wspomniałam wcześniej.
Obudziłam się, siedząc i "śpiąc" w publicznej bibliotece. Chyba Eizo-san ustalał, gdzie wyląduję. Przez moment byłam zdezorientowana, później się pokapowałam, gdzie jestem, Wstałam z krzesła i wyszłam na miasto. Tłum, wszędzie pełno ludzi. A mnie jeszcze na początku poraziły promienie słoneczne.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Postanowiłam zostawić wszystko losowi. Jeśli mam znaleźć swojego partnera do przedłużania gatunku, to znajdę. Jak nie, to nie. Rozglądałam się dokoła siebie. Podziwiałam wieżowce, patrzyłam na ptaki, na niebo. Niby było tak samo, ale czułam, że jest inaczej.
***
Spacerowałam sobie i przy okazji szukałam wzrokiem, któregoś z moich przyjaciół. Nie wiedziałam, czy tam będą, czy nie.
Po chwili jakiś człowiek na mnie wpadł.
- Uważaj, jak leziesz, baranie! - Krzyknęliśmy na siebie oboje. Spojrzałam na blondyna. Mogłabym go polubić. Mogłabym...
- A to w takim razie - baranico.
- Samica barana to owca, debilu.
- Nie zasługujesz na miano owcy.
- A ty na miano barana.
- Kajiyama-kun! - Usłyszałam głos jakiegoś chłopaka. Podbiegł do nas i spojrzał na blondyna. - Wszystko git?
- Ta... - chłopak podniósł się z ziemi, a jego kolega spojrzał na mnie.
- Pomóc ci wstać? - Uśmiechnął się.
- Pomocy przyjaciół od tej owcy nie potrzebuję. - Wstałam z ziemi, spojrzałam jeszcze na blondyna i ruszyłam w swoją stronę.
***
Dalej myślałam o incydencie z wcześniej. I byłam wkurzona. Jednak po chwili po prostu stwierdziłam, że to nie ma sensu, bo możliwe, że już go nie spotkam i westchnęłam,
- MICHIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII - usłyszałam głos Urako, a po chwili się na mnie rzuciła i przytuliła.
- Urako!
- Ty wiesz jak ja się ciebie naszukałam? Powoli nadzieję traciłam, że znajdę któregoś z was! - Zaśmiałam się. - A poza tym... Spotkałam fajnego chłopaka! Nawet zaproponował, żebyśmy się później spotkali, jak znajdziemy przyjaciół.
- ... Czyli muszę iść z tobą, tak? - Urako kiwnęła głową zadowolona. Przewróciłam oczami i dałam się zaciągnąć do kafejki, która była niedaleko.
Weszłyśmy do kafejki, w której dominował brąz. Stoliki i krzesła były z drewna. Obrusy były białe. Zestawy było tyle, ile kot napłakał, więc nawet się o kolorze nie wypowiadam, W sumie to wyglądała jak większość kafejek.
- Michi, patrz, to oni! - Urako pokazała mi dwójkę chłopaków siedzących przy jednym ze stolików. Popatrzyłam się w tamtą stronę i w jednym z nich poznałam owcę z wcześniej.
____________________________
Kajiyama Ryu: http://parallel-terrae.blogspot.com/2015/05/kajiyama-ryu.html
Hirose Eizo: http://parallel-terrae.blogspot.com/2015/05/hirose-eizo.html