Na moje nieszczęście
trafiło mi się miejsce koło tej Owcy1,
która mnie baranem przezywa. Mam go serdecznie dość.
- Czemu się nie
odzywacie? - Spytała wreszcie Urako, po długiej dyskusji z kolegą
Owieczki.
- Nie będę gadać
z tym stworzeniem, które nie powinno ujrzeć światła dziennego –
powiedzieliśmy jednocześnie.
- Kto się czubi,
ten się lubi!
- Chcielibyście –
znów chórek.
- To czemu cały
czas gadacie jednocześnie?
- Macie omamy
słuchowe - stwierdziłam.
- Jaaaaasneeeeee.
Wmawiajcie sobie.
- Zajmijcie się
sobą, a nie w nasze relacje się wtrącacie.
- Czy to źle, że
chcemy, żeby nasi przyjaciele się dogadywali?
- TY MNIE CHCESZ Z…
- w tym momencie Urako zasłoniła mi usta, wzięła za nadgarstek i
zaciągnęła daleko od chłopaków.
- Zamknij się. Nie
muszą tego wiedzieć.
- A niech wie, że
chcesz mnie zeswatać z jego kumplem.
- Nope. Nie musi.
- W ogóle to jak on
się zwie?
- Ishiyama-san.
- Żebyś
człowiekowi mówiła „san”…
- Ty też powinnaś.
- Do tej Owcy mam
gadać „Owca-san”? W marzeniach. Co najwyżej „Owca-chan”. -
Urako westchnęła i zaczęła się kierować do stolika, a ja wraz z
nią.
- Kajiyama-kun i jak
ci się podoba Sayuki-san?
- Ha?
- To, co słyszałeś.
- Kh… Nie powiem
ci.
- Nande?2
- Chłopak skierował głową na mnie i Urako.
- O czym mówicie? -
Spytała radośnie, udając, że nic a nic nie słyszała.
- O…
- Niczym – wtrącił
się blondyn.
***
Po pół
godzinie słuchania jak Ishiyama i Urako gadają, nadszedł czas
upragnionej rozłąki. Ani razu nie odezwałam się do Owcy, a on do
mnie. I dobrze. Nie chciałam z nim rozmawiać.
-
Kajiyama-kun, pożegnaj się z Sayuki-san.
- NIE.
- Praktycznie oboje krzyknęliśmy na Ishiyamę.
-
Michi, spokojnie. Nie krzycz.
- Ja
nie krzyczę. Ja tylko trochę podnoszę głos.
-
Jasne. Jakoś krzyknęłaś głośniej ode mnie.
- To,
że masz cichy głos, to nie moja wina!
- No,
już, spokój! Chyba, że… Chcecie jeszcze trochę ze sobą pobyć
– Urako uśmiechnęła się zawadiacko.
-
Pojebało cię do reszty?
- A
idź. Chodźmy już. - Wzięła mnie za rękę i gdzieś
poprowadziła.
***
Wróciliśmy
do Nigeru.
Pierwszą
osobą na którą wpadłam był Nao.
- NOSZ
KURNA, UWAŻAĆ JAK ŁAZICIE.
- Co ci
jest? Zwykle się tak nie unosisz.
-
Wpadła dzisiaj na przystojnego chłopaka! Ale ona go nazywa owcą, a
on ją baranem. - Westchnęła Urako, a Nao wybuchnął śmiechem.
-
Zamilcz, plebsie. Chyba, że chcesz skończyć na gilotynie za
śmianie się ze swej królowej.
- Oj,
przepraszam, królowo. Jednakże, nie wiedziałem, że królowa jest
zdolna do wyzywania kogoś. I to jeszcze od owiec.
- Cóż,
teraz to wiesz. A teraz złóż pokłon swej królowej i się oddal.
Oczy mnie bolą, gdy na ciebie patrzę.
-
Chciałabyś! Cierp – powiedział, po czym oboje zaczęliśmy się
śmiać jak opętani.
-
Dobra, nie śmiać się. Musimy iść do domów.
- Ja
nie muszę.
- Bo ty
mieszkasz sama.
-
Zazdroszczę ci.
-
Czego? Samotności? Jestem sama wśród czterech ścian. Nie ma czego
zazdrościć.
- To
może dzisiaj do ciebie wbijemy, co? - Zaproponowała Urako.
- Jak
chcecie. I jak wam pozwolą.
- Mamy
po 19 lat, weź.
***
1Z
dużej litery, gdyż, ponieważ to przezwisko Ryu, które Michi
traktuje jako nazwę własną.
2Z
japońskiego: dlaczego?
-------
Przepraszam za tak krótki rozdział, ale aktualnie nie mam weny. +Moje myśli zajmuje "Zrezygnować z pisania czy nie..." ;_____;
-------
Przepraszam za tak krótki rozdział, ale aktualnie nie mam weny. +Moje myśli zajmuje "Zrezygnować z pisania czy nie..." ;_____;